Tradycja to tradycja – jeśli nie będziemy jej podtrzymywać, to nikt za nas tego nie zrobi, a zbyt wiele już zainwestowaliśmy w ten format, żeby ot tak dać mu zginąć bez żadnego powodu.
Tak więc i tym razem, na zakończenie roku, głównie dla własnej pamięci, podsumujemy to, co wydarzyło się w trakcie upływającego roku w naszym travelonowym życiu.
Wydarzenia ułożone są w zupełnie losowej, niezwiązanej z niczym, poza sposobem funkcjonowania naszej pamięci kolejności.
Indie, ale inaczej
Dawno, dawno temu, po pierwszej, dłuższej wizycie w Indiach obiecywaliśmy sobie, że już tam nie wrócimy. No, chyba, że na chwilę, tylko w klasie biznes i tylko po to, aby wybrać się do Taj Mahal. Tak też się stało lata temu, dzięki ofercie Brussels Airlines.
Od tego czasu upłynęło w Gangesie już sporo wody, a my, w swoim zamiłowaniu do testowania rzeczy nowych, daliśmy skusić się ofercie podróży w klasie biznes Air India do dość egzotycznej lokalizacji – na wyspy archipelagu Andamanów i Nikobarów. Stamtąd bliżej już do Singapuru i Malezji niż do kontynentalnych Indii. Miejsce to znane jest głównie z bliskości „ostatniego siedliska dzikich ludzi”, czyli Sentinelu Północnego, oraz tego, że często nazywa się je indyjskimi Malediwami.
Najjaśniejszym punktem naszej wycieczki w te tereny była opłacona dużą dozą nerwów i niepewności z powodu pogody podróż na wyspę Netaji Subhash Chandra Bose (dawniej Ross Island). To miejsce możemy polecić każdemu z ręką na sercu. Co do samych Indii – mimo, że od poprzedniej naszej wizyty wiele się tu zmieniło – nadal pozostajemy bardzo, bardzo sceptyczni.

Operacja Chiny
Jak to często w przypadku naszych wyjazdów bywa – destynacja, do której się wybraliśmy była raczej wynikiem przypadku, niż wielkiego planowania. W Chinach byliśmy już wielokrotnie. Tym razem szczęśliwy zbieg okoliczności – włączenie Polski do ruchu bezwizowego, świetna oferta linii z grupy Lufthansa na ich magiczne 'Companion Fare’ były dobrymi podstawami do pracy nad programem wizyty w Państwie Środka.
Jako, że bilety, tradycyjnie, wykupiliśmy z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, mieliśmy sporo czasu na zaplanowanie tygodniowego pobytu. Problemem okazały się – w zależności od perspektywy – albo wielkość tego kraju, albo nasze pierwotne założenia co do organizacji pobytu na miejscu. Na szczęście na odsiecz przyszły nam zmiany rozkładu lotów, co w konsekwencji umożliwiło nam znaczne wydłużenie naszego pobytu bez ponoszenia dodatkowych kosztów takiej operacji.
Oprócz odwiedzenia miejsc tego wartych, nasz plan na Chiny obejmował testowanie jak największej liczby hoteli oraz krajowe podróże kolejowe i lotnicze. Udało nam się również odwiedzić wiele miejsc – zarówno takich, które były nam już znane, jak i tych zupełnie nowych. Wisienką na torcie na zakończenie wyjazdu był pobyt w hotelu, w którym zatrzymaliśmy się podczas pierwszego pobytu w Szanghaju. Tym razem działał on pod zupełnie inną banderą, ale poza tym niewiele się tam zmieniło.
Podróż powrotna do Europy to nasz wielki test dwóch najwyższych klas premium na pokładzie SWISS’a. Jak podróżuje się w klasie pierwszej a jak w klasie biznes na tej samej trasie szwajcarskiego przewoźnika? O tym w recenzji już niebawem.

Islandia – kolejny wielki powrót
Jedną z zasad, którymi lubimy się kierować w upgrd.pl w czasie naszych wyjazdów jest zasada zrównoważonego podróżowania. Zakłada ona, że jeśli przelot był drogi, to tanie powinny być hotele w naszym miejscu docelowym, lub odwrotnie – jeśli hotele są tanie, to większa część budżetu może być przeznaczona na dotarcie na miejsce.
Tym razem udało nam się zabookować apartament w Park Inn by Radisson Reykjavik Keflavík Airport w cenie, którą uznalibyśmy za atrakcyjną przy rezerwacji pokoju podstawowego w hotelu dobrej klasy w centrum Krakowa. Takiej okazji nie mogliśmy przepuścić. Jeśli dodamy do tego atrakcyjną cenę na przelot klasą biznes na miejsce, wyjdzie nam przepis na świetną ponowną wyprawę do Krainy Ognia i Lodu.
Podróż powrotna z Keflaviku to również pierwszy element motywu przewodniego naszych tegorocznych podróży – lotów na pokładach linii spod znaku roślin. Tym razem była to przygoda na pokładzie samolotu linii Edelweiss do Zurychu.

Ameryka dzika
Kolejnym przykładem naszej roślinnej tematyki podróżniczej była wizyta za oceanem. Mieliśmy w tym przypadku okazję na przetestowanie przewoźnika hybrydowego z korzeniami w Irlandii – AeLingus. Doświadczyliśmy też nowego sposobu wjazdu do USA – prosto z Europy, dzięki usłudze Pre-Clearance, polegającej na dokonaniu formalności amerykańskiej odprawy imigracyjnej jeszcze przed wejściem na pokład samolotu w Dublinie. Po wyjściu z samolotu już na terenie USA, udaliśmy się tylko po bagaż i już mogliśmy ruszać w dalszą drogę. Bardzo to wygodne.
Tym razem na cel swojej podróży wybraliśmy Pensylwanię i okolice, w których żyje jedna z największych społeczności Amiszów w USA. Ciekawa i pouczająca wyprawa.

Długo wyczekiwany debiut
Travelońskie życie to jednak nie tylko dalekie podróże i egzotyczne destynacje. Stary Kontynent również dysponuje miejscami wartymi odwiedzenia.
Od dawna mieliśmy na oku Hamburg i zapowiadany z dużym wyprzedzeniem pierwszy obiekt jednej z naszych ulubionych marek hotelowych – Conrad Hamburg. Samo miasto, jak się okazało, również jest ciekawym miejscem do spędzenia weekendu. Tak więc, kiedy tylko otwarta została możliwość zarezerwowania pokoi w nowym hotelu, wybraliśmy interesujące nas terminy, a po otrzymaniu potwierdzenia, że hotel rzeczywiście zacznie działać zgodnie z planem, zarezerwowaliśmy loty. Swoje doświadczenie, choć nadal bardzo świeże, zdążyliśmy na szczęście opisać w odpowiednim artykule. Tym, których zamiast rozbudowanego tekstu z fantastycznymi zdjęciami bardziej interesuje wersja TL;DR – zdecydowanie polecamy – zarówno hotel, jak i miasto.

Polskie wysokie tony
Warto wspomnieć też o tym, co pozytywnego wydarzyło się na rodzimym rynku w temacie podróży. Mimo nieidealnego dalszego rozwoju wypadków, nam udało się przetestować nowego operatora krajowych połączeń kolejowych – RegioJet na trasie z Warszawy do Krakowa i z powrotem. Całość rzecz jasna opisaliśmy.
W temacie hotelarstwa, w zalewie beznadziei i bylejakości, udało nam się wyłuskać kilka wartościowych obiektów.
Sporym zaskoczeniem był dla nas toruński rynek hotelarski z dwoma przedstawicielami #NieTypowyAccor na czele. Mowa tu rzecz jasna o Mercure Toruń Centrum oraz bliski mu geograficznie ibis budget Toruń. W obu hotelach, choć reprezentują one zupełnie inne klasy obiektów czuliśmy się dobrze, byliśmy zaopiekowani, a nasze pobyty przebiegały jak należy.
Odrobina przeprosin – z początkowych drwin na temat obiektu – należy się hotelowi Hilton Garden Inn Radom. Oprócz przeprosin załączamy też wyrazy szacunku i uznania – akurat w tym miejscu wszystko jest jak należy kolejny już rok. Obsługa gości na najwyższym poziomie, ponadstandardowa i ponad wymagania formalne postawa wobec gości statusowych Hilton Honors. Cały czas pozostaje pewien niedosyt w kwestii śniadania, ale biorąc pod uwagę otoczenie rynkowe i generalną tendencję zniżkową polskiej branży hotelarskiej – HGI w Radomiu można bez cienia wątpliwości ustawić kolejny rok z rzędu na piedestale.
Najlepsze, czyli nasze odkrycie roku zostawiliśmy sobie na koniec. W kwestii hotelarstwa na najwyższym poziomie, i to w wielu aspektach i kategoriach możemy chwalić ten obiekt niemal bez końca. Mówimy tu rzecz jasna o hotelu Verte Warszawa, Autograph Collection. Nie będziemy obsypywać go kolejnymi ochami i achami w podsumowaniu roku – zainteresowanych odsyłamy do pełnej recenzji z tego miejsca. Jedyne, co możemy dodać – i robimy to przy każdej nadarzającej się okazji – to zachęta do odwiedzenia tego miejsca osobiście, aby na własnej skórze przekonać się jak to jest nocować w hotelu na poziomie.

Tradycyjne podsumowanie roku zakończymy również tradycyjnie – co prawda jesteśmy tylko randomami z internetu, ale jeśli macie ochotę to czytać, to mamy do Was tradycyjną, noworoczną prośbę: dbajcie o siebie i swoich bliskich, pomagajcie – w ramach swoich możliwości – tym, którzy tego najbardziej potrzebują, a przede wszystkim bądźcie dla siebie nawzajem wyrozumiali i dobrzy.
